Od „rysownika przybłędy” do mędrca z wielką brodą. Wywiad z Kamilem Kucharskim

kucharKamil Kucharski spędził dzieciństwo z ołówkiem w ręku. A wszystko zaczęło się od wewnętrznej rywalizacji ze starszym bratem, kto lepiej rysuje. Dziś jest studentem ASP w Łodzi, zajmuje się grafiką, ilustracją, komiksem, animacją, concept artem i storyboardem. O przyjaźni, narcyzmie, „Bękartach Grafiki” i najnowszym serialu na temat Łodzi z Kamilem rozmawia Monika Świetlińska.

M. Ś.: Kiedy odkryłeś, że rysunek jest tym, co chcesz rozwijać?

K.K.: Rysuję od kiedy pamiętam. Razem z braćmi jako dzieciaki rywalizowaliśmy przy każdej okazji: kto pierwszy wstanie rano, kto szybciej dojedzie gdzieś na rowerze, kto pierwszy zje owsiankę… Kiedyś znalazłem rysunki starszego brata Łukasza i, oczywiście, chciałem rysować lepiej. Brat przestał rysować, a mi chęć bycia coraz lepszym rysownikiem pozostała do dziś. Rzecz jasna, ta rywalizacja miała charakter wewnętrzny.

M.Ś.: Rywalizacja zdecydowała o tym, że zacząłeś rysować. Co zdecydowało, że zacząłeś rozwijać swoją pasję?

K.K.: Decydującym momentem było zdawanie do liceum. Byłem pierwszym rocznikiem, który miał aplikować do szkoły przez system internetowy. Trzeba było zdać do trzech szkół, potem program miał wyliczyć, gdzie kto powinien trafić. Przez namowy matki celem miała być geodezja. Liceum plastyczne było na końcu, ale ostatecznie tam wylądowałem. To dało mi siłę: jestem tam, gdzie chciałem być. Znalazłem się wśród niesamowitych ludzi, którzy motywowali mnie swoją osobowością i pracą.

M.Ś.: Skończyłeś naukę w „plastyku”. Szczęście sprzyjało Ci dalej?

K.K.: Rok spędziłem na Politechnice Radomskiej. Był to czas bardzo szczęśliwy. Z przyjaciółmi założyliśmy nieformalną grupę „Bękarty Grafiki”. Niepowodzenia związane ze zdaniem na wymarzoną akademię w Łodzi zmotywowały mnie do większej pracy. Pracowałem nad teczką w radomskim MDK. Pytałem tam, czy przygarną „rysownika przybłędę”. Jeździłem sporo na konsultacje do Warszawy i do Łodzi. Udało mi się uczęszczać nawet do Atelier Foksal. Dobrzy ludzie z Atelieru przygarnęli mnie, choć nie miałem pieniędzy na zajęcia.Wyrobiłem chyba pięciokrotną normę: przejechałem tysiące kilometrów i poznałem masę niesamowitych ludzi. Ostatecznie zdałem na Wydział Sztuk Wizualnych, gdzie studiuję do dziś.

M.Ś.: Realizujesz swoje pasje i nie poddajesz mimo niepowodzeń. Tych pasji masz kilka i wszystkie krążą wokół rysunku. Która z tych dziedzin ma dla Ciebie szczególne znaczenie?

K.K.: Najlepiej jest z ilustracją, bo najmniej z nią roboty (śmiech). Wszystko pochodzi od zamiłowania do rysunku, zawsze lubiłem zamykać się w swoim światku – tylko ja i kartka. Animacje i komiksy chciałem robić od dziecka. Kwestią czasu było, żebym zaczął się tym zajmować. Concept art i storyboard są formami o praktycznym zastosowaniu, przydają się do zleceń. Wszystkie te działania płynnie przechodzą przez siebie.

w-pokoju-mniejszy

M.Ś.: Opracowałeś swój styl, wzór, ideę, którymi się kierujesz? Masz swoje autorytety?

K.K.: Wydaje mi się, że jestem rysunkowym egocentrykiem. Wszystko, co robię, ma jakiś związek ze mną, nawet, jeśli tego nie widać. Za autorytet mogę uznać działalność Rembrandt’a, Van Gogha i sztukę okresu secesji. Jest sporo twórców teraźniejszych, którzy mnie inspirują, jak chociażby Jamie Hewlett czy Gerhard Human. Ale najważniejszą inspirację zyskuję od moich przyjaciół. Nie chodzi o poklepywanie po plecach, lecz o to, że oni są także ogromnymi pasjonatami.

M.Ś.: Co kryją Twoje prace?

K.K.: Nie posiadam jednolitej idei, którą chciałbym przekazywać, bo moje prace są rodzajem pamiętnika. Są komentarzem do różnych sytuacji życiowych. Jeżeli miałbym określić w pełni, co chcę przekazać, to szczęście i spełnienie. Dobry znajomy powiedział, że w moich rysunkach widać to, jaki ze mnie wesołek – z czego jestem dumny.

M.Ś.: Twoje dotychczasowe największe osiągnięcie?

K.K.: Moim największym osiągnięciem są otaczający mnie przyjaciele. Dla mnie najlepszy widok, jaki może być, to przyjaciele przychodzący na moją wystawę.

M.Ś.: Gdzie można zobaczyć Twoje prace?

K.K.: Sporo moich rzeczy można znaleźć w Internecie, bo lubię się chwalić tym, co zrobię.

M.Ś.: Słuszne podejście…

K.K.: Staram się na bieżąco aktualizować moje portfolio w sieci i promować dzięki nawiązaniu kontaktu z aktywnymi ludźmi jak Ty. Ostatnio miałem sporą wystawę rysunku w OSIR cycle culture cafe w Warszawie. Zbieram materiały do stworzenia swojego showreel’u. Mam też zamiar wziąć udział w uczelnianym konkursie Strzemińskiego. Jak będę mieć czas to, obiecuję, zrobię wystawę.Dziś-kolor

M.Ś.: Trzymam za słowo. Chętnie obejrzę Twoje najnowsze prace. Powiedz, czy zastanawiałeś się, jak Twoja twórczość będzie wyglądała za pięć lat?

K.K.: Moje hulaszcze życie i niekończące się pomysły sprawiają, że nie jestem w stanie przewidzieć, co będzie się działo ze mną za tydzień (śmiech). Widzę świetlaną przyszłość i wiem, że należy teraz na nią solidnie pracować. Samego siebie wizualnie widzę jako mędrca z wielką brodą (śmiech).

M.Ś.: Nie samą pracą człowiek żyje. Zdradź, czym zajmujesz się w wolnym czasie…

K.K.: Mój przyjaciel Grzegorz wciąga mnie w różne inicjatywy związane z filmem. Najczęściej udzielałem się jako aktor. Początkowo kręciliśmy dla zabawy, powstała pierwsza większa realizacja projekt „Migawki” – serial o Łodzi, który niebawem będzie miał swoją premierę. Pracujemy wspólnie i mamy z tego sporo frajdy. Mamy w planach realizowanie zadań naszej firmy.

M.Ś.: Dlaczego chcesz, by ludzie Cię zauważyli?

K.K.: Wierzę, że ludzie potrzebują dziwaków. Czuję się indywidualistą i czuję misję sprawiania świata lepszym. Fakt, że do kogoś przemawiają moje rzeczy, daje mi wielką satysfakcję. Marzę o tym, aby zostać zapamiętanym i także być dla innych autorytetem.

M.Ś.: Gdybyś miał trzema słowami opisać: siebie, swoje rysunki i swój talent, byłyby to…

K.K.: Szaleństwo, narcyzm, kreski!

M.Ś.: Co dalej?

K.K.: Robienie po studiach tego, co kocham bez obaw o pieniądze. Współpraca z coraz większą ekipą. Samodoskonalenie się nie tylko jako rysownik, lecz jako spełniony gość. Od niedawna zacząłem eksperymentować z tworzeniem muzyki – mamy z przyjaciółmi swój zespół. Czas, jaki mam na studiach staram się w pełni wykorzystać na opanowywaniu nowych umiejętności. No i, rzecz jasna, żyć na maksa!

M.Ś.: Kamil, życzę Ci tego samodoskonalenia, spełnienia i korzystania w pełni ze swojego talentu. Dziękuję za rozmowę.

Untitled-1Prace Kamila Kucharskiego dostępne są na stronach:

kuchar.carbonmade.com
Fanpage – Kuchar
kuchar1989.digart.pl

Relacja z wystawy OSIR cycle culture cafe

Wywiad przeprowadziła: mswietlinska.pl

Wykorzystane w wywiadzie prace są autorstwa Kamila Kucharskiego

Reklamy
Otagowane , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

Reklamy
%d blogerów lubi to: